Nican Mopohua (Polish Text)
Traductora : Eva Hankus
OBJAWIENIE
Jest to relacja z cudownego objawienia si_ Marii Dziewicy, Matki Boga i naszej Królowej na wzgórzu Tepeyac zwanym tak_e Guadalupe.
Najpierw poznamy m_odego Indianina o imieniu Juan Diego; potem prze_yjemy ukazanie si_ Wizerunku Cudownej Panienki oczom ówczesnego biskupa Jana de Zumarraga.
- Up_yn__o dziesi__ lat od chwili podboju Meksykuprzez konkwistadorów hiszpa_skich; wszystkie strza_y i tarcze wojenne zosta_y od_o_one i pokój panowa_ w ca_ym pa_stwie.
- Wówczas akie_kowa_a i pocz__a rozkwita_ wiara i poznanie Tego, który powo_a_ nas do _ycia - prawdziwego Boga.
- W tym czasie - a by_ to pocz_tek grudnia 1531 roku - w biednej wiosce w górach _y_ Indianin.
- Nazywa_ si_ Juan Diego, pochodzi_ z Cuauhtitlan
- i nale_a_ do parafii Tlatilolco.
- By_ sobotni wczesny _wit, a on _pieszy_ na porann_ msz_ _wi_t_, by wype_ni_ boskie przykazanie.
- Kiedy dochodzi_ do wzgórza Tepeyac na niebie ju_ wschodzi_o s_o_ce.
- Nagle, zza wzgórza, doszed_ go cudny _piew ptaków; zdawa_o si_ jakby chór coyoltolotl i tzinitzcan wy_piewywa_ tony najpi_kniejszej melodii, niepodobnej do _adnej ze s_yszanych.
- Juan Diego zatrzyma_ si_ zdumiony i zaskoczony: "Czy jestem godny s_ysze_ to, co s_ysz_? Czy_bym jeszcze si_ nie obudzi_? Czy to sen, czy jawa?"
- "Gdzie jestem? Czy_ tonie jest ziemia naszych przod-ków, ziemia kwiatów, z_otej kukurydzy i zwierzyny, która nas utrzymuje? A mo_e jestem w raju?"
- Spojrza_ uwa_niej w miejsce sk_d dochodzi_ cudny _piew ptaków, dok_adnie z tej strony gdzie wstaje s_o_ce;
- lecz w tej chwili _piew umilk_ i natychmiast us_ysza_ g_os, który wymówi_ jego imi_: "JUANITO, JUAN DIEGITO".
- Wspi__ si_ odwa_nie na szczyt wzgórza, sk_d dochodzi_ g_os, bez strachu i z ciekawo_ci_ wyja_nienia kto go wzywa.
- I gdy si_ tam znalaz_, ujrza_ pi_kn_ Pani_ stoj_c_ opodal
- i wo_aj_c_ go by si_ zbli_y_.
- Podszed_, lecz na widok Jej pi_kna i majestatu zatrzyma_ si_ urzeczony...
- Jej szata ja_nia_a jak s_o_ce,
- a ska_a, na której sta_a, rzuca_a
- dooko_a Niej promienie, b_yszcz_ce niczym kamienie szlachetne;
- ziemia mieni_a si_ jak t_cza we wszystkich najpi_kniejszych kolorach,
- a kaktusy nopalu, trawy i ciernie na wzgórzu zdawa_y si_ by_ diamentami i turkusami przeplecionymi z_otem.
- Oszo_omiony tym widokiem Juan Diego upad_ na kolana i s_ucha_ Jej natchnionych s_ów i Jej mowy, która go przyci_ga_a i zach_ca_a.
- Powiedzia_a do niego: "POS_UCHAJ NAJMNIEJSZY Z MYCH SYNÓW, DOK_D IDZIESZ?"
- Juan Diego odpowiedzia_: "Pani moja i Królowo, Dzieweczko moja, id_ do Twego domu do Tlatilolco, by wype_ni_ przykazania Bo_e i wszystko to, o czym nas ucz_ zast_pcy naszego Pana tu na ziemi - nasi kap_ani".
- Wtedy Pani wyjawi_a mu swoj_ wol_
- i rzek_a: "WIEDZ SYNU MÓJ, NAJMNIEJSZY SPO_RÓD MYCH DZIECI, _E JA JESTEM NAJ_WI_TSZA MARIA ZAWSZE DZIEWICA, MATKA PRAWDZIWEGO BOGA, PRZEZ KTÓREGO _YJEMY, STWORZYCIELA _WIATA I LUDZI, PANA NIEBA I ZIEMI. PRAGN_, ABY W TYM MIEJSCU ZBUDOWANO DLA MNIE _WI_TYNI_;
- W KTÓREJ DAM WAM POZNA_ MEGO SYNA,
- UKA__ WAM GO PRZEZ MOJ_ MI_O__ I OPIEK_, ME MI_OSIERDZIE I WYBAWIENIE.
- BO JA JESTEM WASZ_ MATK_ LITO_CIW_
- TWOJ_ I WSZYSTKICH LUDZI, KTÓRZY NA TEJ ZIEMI JEDNO STANOWI_,
- KTÓRZY MNIE KOCHAJ_, DO MNIE WO_AJ_, MNIE SZUKAJ_ I MNIE ZAUFALI.
- W TEJ _WI_TYNI WYS_UCHAM ICH B_AGANIA I SMUTKU, TUTAJ UKOJ_ ICH BÓL, TROSKI I ZGRYZOTY, TU ICH UZDROWI_.
- TY - ABY ZREALIZOWA_ ME PRAGNIENIE - UDAJ SI_ DO PA_ACU BISKUPA MEKSYKU I POWIEDZ MU, _E JA CIEBIE POSY_AM, ABY_ PRZEKAZA_ MOJ_ WOL_: NIECHAJ TUTAJ ZBUDUJE DLA MNIE DOM, WZNIESIE DLA MNIE _WI_TYNI_. OPOWIEDZ MU WSZYSTKO CO US_YSZA_E_ I ZOBACZY_E_.
- I PAMI_TAJ, _E JA CI_ WYNAGRODZ_;
- PRZEZ WYPE_NIENIE MEGO POS_ANNICTWA UBOGAC_ CI_ I WEJDZIESZ DO CHWA_Y BO_EJ
- A TAK ZOSTANIE ODP_ACONA TWOJA S_U_BA I TWE PO_WI_CENIE SPRAWIE, W KTÓREJ CI_ POSY_AM.
- TERAZ MÓJ SYNU, GDY US_YSZA_E_ JU_ WSZYSTKO, ID_ I CZY_ CO DO CIEBIE NALE_Y".
- Juan Diego kl_cz_c odpowiedzia_: "Pani moja, Dzieweczko, id_ wypa_ni_ Twe s_owa jak nakaza_a_ mnie - biednemu Indianinowi".
- Potem zszed_ ze wzgórza i skierowa_ si_ na drog_ wiod_c_ do Meksyku.
- Kiedy przyszed_ do miasta uda_ si_ prosto do pa_acu biskupiego, do prze_o_onego kap_anów, ksi_dza biskupa Jana de Zumarraga z San Francisco, który niedawno obj__ biskupstwo.
- Ksi_dz biskup otoczony by_ szeregiem pomocników i s_u_by, i ci__ko by_o biednemu Indianinowi dotrze_ do niego;
- lecz wreszcie po d_ugich namowach i b_aganiach dopuszczono go przed oblicze s_ugi Bo_ego.
- Juan Diego wszed_, upad_ na kolana przed prze_o_onym kap_anów i opowiedzia_ o swym widzeniu, o s_owach Królowej nieba i Jej przes_aniu; o wszystkim co zobaczy_ i us_ysza_.
- Biskup wys_ucha_ go, lecz nie da_ wiary s_owom Indianina
- i tak mu odpowiedzia_: "Synu mój, przyjd_ jeszcze raz, wys_ucham ci_ w pokoju, a teraz przemy_l_ to, z czym do mnie przyszed_e_, twoj_ wol_ i twoje _yczenie".
- Juan Diego wyszed_ zasmucony, bo _yczenie Matki Bo_ej nie spe_ni_o si_.
- Wys_ucha_ mszy _wi_tej i uda_ si_ w powrotn_ drog_ do wzgórza.
- I znów dane mu by_o ujrze_ Matk_ Naj_wi_tsz_ - by_a w tym samym miejscu co rano i czeka_a na niego.
- Podbieg_ i rzuci_ si_ przed Ni_ na ziemi_ mówi_c:
- "Patronko, Pani i Królowo, Córko moja najmniejsza, Dzieweczko! Poszed_em jak mi nakaza_a_ wype_ni_ Twoje natchnione s_owa. Z trudno_ci_ dotar_em przed oblicze biskupa i przekaza_em Twe przes_anie.
- On przyj__ mnie uprzejmie i wys_ucha_ dok_adnie, ale mi nie odpowiedzia_, jakby nie zrozumia_ i nie uwierzy_ moim s_owom.
- Powiedzia_: Przyjd_ jeszcze raz, wys_ucham ci_ znów w pokoju, a teraz przemy_l_ to co mi rzek_e_, twe _yczenie i twoj_ wol_";
- lecz wed_ug tego, co mi powiedzia_ my_l_, _e nie ufa i_ to Ty mnie pos_a_a_, uwa_a, _e wszystko to zmy_li_em.
- Dlatego b_agam Ci_ Pani i Królowo, Dzieweczko moja, by_ wybra_a kogo_ znacznego, szanowanego i znanego, kogo_, kogo wys_uchaj_ i komu uwierz_.
- Bo kim_e ja jestem? Biednym wie_niakiem niewykszta_-conym i nieznanym nikomu, który nawet nie umie pi_knie i poprawnie mówi_! Jestem niczym! Nie dla mnie miejsce tam, gdzie mnie posy_asz.
- Pani, Dzieweczko moja, Córko moja najmniejsza b_agam uwolnij mnie od tego zadania, bo tylko Ci_ zasmuc_ z_ym wype_nieniem".
- Lecz Matka Bo_a pe_na chwa_y i uwielbienia odpowiedzia_a mu:
- "WYS_UCHAJ MNIE SYNU, NAJMNIEJSZY SPO_RÓD MYCH DZIECI. PAMI_TAJ, _E NIE S_ UBOGIMI CI, KTÓRZY MI S_U__ I WYPE_NIAJ_ MOJ_ WOL_.
- ALE JEST WA_NYM BY_ TY W_A_NIE POSZED_ I PROSI_, JEST WA_NE, BY PRZEZ TWOJE PO_REDNICTWO WYPE_NI_A SI_ MOJA WOLA.
- I DLATEGO SYNU, NAJMNIEJSZY Z MYCH DZIECI POSY_AM CI_. ID_ JESZCZE RAZ JUTRO DO BISKUPA,
- PRZEKA_ MU MOJE S_OWA I MOJE POS_ANNICTWO, _E PRAGN_ ABY ZBUDOWA_ MI _WI_TYNI_.
- POWIESZ MU, _E TO JA ZAWSZE DZIEWICA, NAJ_WI_TSZA MARIA, MATKA BOGA - CIEBIE POSY_AM".
- Juan Diego odrzek_:"Pani moja i Królowo, Dzieweczko moja, niech si_ nie smuci Twoja twarz i Twe serce. Z rado_ci_ pójd_ zanie__ Twoje natchnione s_owa, nie ci__ka mi droga.
- Przeka__ Tw_ wol_, ale by_ mo_e nie zostan_ wys_uchany albo nie uwierz_ mi.
- Jutro po po_udniu, wracaj_c, przynios_ Ci odpowied_ ksi_dza biskupa.
- Teraz Pani moja, po_egnam Ci_ z szacunkiem, pozwól mi odej__ i zosta_ w pokoju".
- I odszed_ Juan Diego odpocz__ do swego domu.
- Nast_pnego dnia by_a niedziela. Skoro _wit Juan Diego wyszed_ z domu prosto do Tlatilolco wys_ucha_ Mszy _wi_tej i nauki kap_anów, zapisa_ si_ na li_cie i zobaczy_ z biskupem.
- Wype_niwszy swe obowi_zki, zapisa_ si_ na list_ i o godzinie dziesi_tej kiedy ludzie ju_ si_ rozchodzili do swych domów,
- Juan Diego uda_ si_ do pa_acu ksi_dza biskupa.
- Ze wszystkich si_ stara_ si_ przekona_ pomocników i s_u_b_ by go wpu_cili i gdy wreszcie wszed_
- ukl_k_ u stóp biskupa i p_acz_c przekaza_ jeszcze raz s_owa natchnione Królowej nieba,
- i Jej pro_b_, by wznie__ _wi_tyni_ na wzgórzu Tepeyac tam, gdzie wskaza_a.
- Ksi_dz biskup zada_ mu wiele pyta_ i na ka_de z nich Juan Diego odpowiada_ to samo.
- I chocia_ powiedzia_ wszystko, cho_ wiele razy potwierdza_, _e T_ która mu si_ objawi_a by_a Dziewica Maria, Matka naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa,
- nie zrealizowano jego pro_by.
- Ksi_dz biskup stwierdzi_, _e w tak wa_nej sprawie nie wystarczy s_owo Indianina;
- potrzebny jest jaki_ znak, by uwierzy_, _e jest to przes_anie rzeczywi_cie od Królowej nieba.
- Gdy Juan Diego to us_ysza_, rzek_:
- "Ksi__e biskupie powiedz jakiego znaku chcesz bym o niego móg_ prosi_ Królow_ nieba?"
- Lecz biskup odrzek_, _e musi to by_ taki znak, na widok którego nikt nie zawaha si_ ani zw_tpi w jego prawdziwo__.
- Juan Diego odszed_, ale biskup pos_a_ za nim kilku zaufanych pomocników, by dobrze obserwowali dok_d zmierza Indianin, kogo spotka i z kim rozmawia.
- Zasmucony Juan Diego szybko skierowa_ swe kroki na drog_ prowadz_c_ do domu.
- Ci, którzy za nim pod__ali, doszli a_ do w_wozu blisko wzgórza Tepeyac, który trzeba by_o przej__ po drewnianym mo_cie; lecz za mostem Indianin znikn__ im z oczu. I chocia_ d_ugo szukali w ka_dym miejscu - nie znale_li ani _ladu.
- Wrócili wi_c do pa_acu zm_czeni, sfatygowani i _li na Juan Diego za to, _e wyprowadzi_ w pole ich - pomo-cników i zaufanych biskupa.
- Gdy znale_li si_ przed obliczem swego prze_o_onego u_yli wszystkich sposobów przekonuj_c go, by nie wierzy_ _adnemu s_owu k_amliwego Indianina i zapewniaj_c, _e Juan Diego wszystko sam wymy_li_.
- Na koniec uzyskali zgod_ biskupa, by je_li tylko Juan Diego jeszcze raz si_ odwa_y przyj__ - ukara_ go jak najsurowiej za wszystkie k_amstwa.
- Juan Diego tymczasem dotar_ do miejsca, gdzie Naj_wi_tsza Panienka na niego czeka_a i przekaza_ Jej odpowied_ ksi_dza biskupa.
- Wys_uchawszy go, Matka Bo_a rzek_a:
- "DOBRZE SYNU MÓJ, WRÓ_ TUTAJ JUTRO, A JA DAM CI ZNAK, O KTÓRY PROSI BISKUP;
- GDY TEN ZNAK ZOBACZY, JU_ NIE ZW_TPI W PRAWDZIWO__ TWOICH S_ÓW.
- I PAMI_TAJ SYNU, TWÓJ TRUD, TWÓJ SMUTEK I TWA PRACA B_D_ WYNAGRODZONE.
- TERAZ ID_, A JUTRO B_D_ TU CZEKA_ NA CIEBIE".
- Lecz nast_pnego dnia - a by_ to poniedzia_ek - Juan Diego nie przyszed_.
- Poniewa_ po powrocie do domu zasta_ swego wuja Jana Bernardyna ci__ko chorego.
- Wezwany doktor te_ ju_ nie móg_ pomóc, poniewa_ stan chorego by_ krytyczny.
- Kiedy zapad_ zmierzch wuj wezwa_ Juan Diego i poprosi_ gor_co o kap_ana. By jutro, zanim wstanie _wit Juan Diego poszed_ do Tlatilolco i wróci_ z ksi_dzem, _eby wuj móg_ si_ wyspowiada_ i przygotowa_,
- poniewa_ jest pewny, _e nadszed_ czas by odej__ z tego _wiata, bo czuje, _e ju_ nie wstanie i nic mu nie pomo_e.
- Przed _witem wi_c - we wtorek - Juan Diego wyszed_ z domu i skierowa_ si_ do Tlatilolco,
- lecz gdy zbli_y_ si_ do wzgórza Tepeyac, gdzie ju_ kilka razy ukaza_a mu si_ Matka Naj_wi_tsza, zatrzyma_ si_ i westchn__:
- "Je_li pójd_ t_dy, Jasna Pani na pewno mnie zobaczy, zatrzyma i ka_e zanie__ znak biskupowi tak, jak to powiedzia_a;
- a przecie_ najpierw musz_ sprowadzi_ kap_ana, na którego tak czeka wuj".
- Zawróci_ wi_c na zachód aby obej__ wzgórze naoko_o, _eby Matka Bo_a go nie zauwa_y_a i nie zatrzyma_a.
- Przekonany, _e na tej drodze przejdzie niewidziany, spieszy_ rozgl_daj_c si_ wko_o.
- Lecz Pani Niebieska, która wsz_dzie widzi ujrza_a go.
- Wysz_a mu na spotkanie i zapyta_a:
- "CO SI_ STA_O MÓJ SYNU, DOK_D IDZIESZ?"
- I by_ mo_e Juan Diego si_ zawstydzi_, by_ mo_e cokol-wiek si_ wystraszy_,
- ukl_k_ przed Ni_, pozdrowi_ i powiedzia_:
- "Pani moja, Dzieweczko, Córko moja najmniejsza; jak si_ czujesz? Czy wsta_a_ dzisiaj zadowolona?
- Wybacz Twemu s_udze, zasmucam Twoj_ Twarz i Twoje serce, ale Panienko Naj_wi_tsza mój wuj, a Twój wierny s_uga jest bardzo chory;
- nic ju_ nie mo_e mu pomóc i pewno umrze.
- I dlatego _piesz_ do Twego domu do Meksyku, do kap_anów Bo_ych, aby który_ przyszed_ go wyspowiada_ i udzieli_ mu ostatniej pos_ugi;
- bo to jedyne co mo_na dla niego zrobi_, wszyscy przecie_ kiedy_ umrzemy.
- Jak tylko przyprowadz_ ksi_dza do mego wuja, zaraz wróc_ tutaj by zanie__ Twój znak biskupowi.
- Wybacz mi wi_c Córko moja najmniejsza, miej cierp-liwo__ i poczekaj jeszcze troch_ Dzieweczko moja; jutro na pewno przyjd_ do Ciebie".
- Mi_osierna Pani wys_ucha_a usprawiedliwienia Juan Diego i tak mu odrzek_a:
- "WYS_UCHAJ TEGO CO CI POWIEM NAJMNIEJSZY Z MYCH DZIECI: NIECH SI_ TWE SERCE NIE TRWO_Y, BOWIEM CHOROBA TWEGO WUJA NIE JEST _MIERTELNA, NIE BÓJ SI_ O NIEGO.
- CZY_ NIE JESTEM TU JA - TWOJA MATKA? CZY NIE JESTE_ POD MOIM P_ASZCZEM I POD MOJ_ OPIEK_? JA JESTEM _RÓD_EM TWEJ RADO_CI, WI_C POWIEDZ MI CZEGO JESZCZE POTRZEBUJESZ?
- NIECH CI_ NIC NIE ROZPRASZA, ANI PRZEJMUJE. TWÓJ WUJ B_DZIE ZDROWY I TERAZ CZUJE SI_ DU_O LEPIEJ".
- (W tym momencie - jak si_ pó_niej okaza_o - Jan Bernardyn cudownie odzyska_ zdrowie).
- Us_yszawszy zapewnienie Naj_wi_tszej Panienki, Juan Diego uspokoi_ si_, uwierzy_ Jej
- i by_ gotów natychmiast zanie__ znak dla biskupa, by da_ wiar_ w prawdziwo__ przes_ania.
- Naj_wi_tsza Maria Panna poleci_a mu wej__ na szczyt wzgórza, gdzie mu si_ ukazywa_a.
- Powiedzia_a: "WYJD_ SYNU MÓJ NA WZGÓRZE, GDZIE MNIE ZOBACZY_E_ PIERWSZY RAZ I GDZIE OBJAWI_AM CI ME PRZES_ANIE;
- ZOBACZYSZ TAM ROSN_CE KWIATY, ZERWIJ JE I PRZYNIE_ TUTAJ".
- Juan Diego wspi__ si_ na szczyt
- i ujrza_ cudne kwiaty w wielu kolorach, kwitn_ce na go_ym wzgórzu, cho_ by_ grudzie_
- i w tym miejscu ziemia by_a lekko zamarzni_ta.
- Kwiaty pokryte delikatnie ros_ podobne by_y do pere_, pachnia_y pi_knie i delikatnie;
- zacz__ je zrywa_ i uk_ada_ we wg__bieniu swego okrycia.
- Nigdy dot_d w tym miejscu nic nie kwit_o - królowa_y tu ciernie, chwasty, sucha trawa, kaktusy nopali,
- ale o tej porze roku wszystko przykrywa_a cie_ka warstwa lodu.
- Juan Diego zerwa_ wszystkie kwiaty i zaniós_ Niebieskiej Pani,
- a Ona wzi__a je w swoje b_ogos_awione r_ce
- i po chwili w_o_ywszy na powrót w opo_cz_ Indianina rzek_a:
- "MÓJ SYNU, TE KWIATY S_ ZNAKIEM DLA KSI_DZA BISKUPA,
- ZANIE_ MU JE I POWIEDZ, _E WRAZ Z NIMI NIESIESZ MOJE _YCZENIE I MOJ_ WOL_.
- TY JESTE_ MYM POS_A_CEM, W TOBIE POK_ADAM ZAUFANIE
- I NAKAZUJ_ CI, BY_ ZNAK TEN POKAZA_ TYLKO BISKUPOWI.
- OPOWIEDZ GDZIE ZNALAZ_E_ KWIATY, I _E TO JA UKAZA_AM CI MIEJSCE GDZIE KWITN_ I POLECI_AM JE ZERWA_.
- TYM ZNAKIEM PRZEKONASZ PRZE_O_ONEKO KAP_ANÓW BY WYKONA_ TO, O CO PROSZ_ I ZBUDOWA_ DLA MNIE _W_TYNI_ TU, NA TYM WZGÓRZU".
- Gdy Niebieska Królowa to powiedzia_a, Juan Diego zgarn_wszy ostro_nie kwiaty, zawin__ je starannie w opo_cz_ i skierowa_ si_ na drog_ wiod_c_ do Meksyku.
- Szed_ rado_nie i lekko, a serce w nim _piewa_o z rado_ci;
- ostro_nie niós_ kwiaty, by _aden mu nie upad_.
- Wdycha_ aromatyczn_ wo_ i _pieszy_ wype_ni_ swe zadanie.
- Kiedy dotar_ do pa_acu biskupiego, od_wierny i pozosta_a s_u_ba ju_ go znali
- i nie chcieli wpu_ci_. Na_miewaj_c si_ z biednego Indianina udawali, _e nie rozumiej_ o co mu chodzi;
- byli przekonani, _e znów przyszed_ molestowa_ biskupa swymi k_amstwami,
- a ci, którzy kiedy_ go _ledzili, teraz tym bardziej zamykali przed nim drzwi.
- D_ugo sta_ pokornie Juan Diego i czeka_.
- Ale s_u_b_ szybko znudzi_a taka postawa, a poza tym zauwa_yli, _e Indianin trzyma co_ ostro_nie zawini_te w swoim ponczo; zbli_yli si_ wi_c, by zobaczy_ co to jest.
- Kiedy Juan Diego przekona_ si_. _e nie ukryje zawini_tka, odwin__ r_bek, by widzieli, _e to kwiaty.
- Lecz oni - ujrzawszy je - zdziwili si_ niezmiernie ich pi_knem, _wie_o_ci_, zapachem... by_ przecie_ grudzie_, a to nie jest pora kwiatów.
- I natychmiast ka_dy si_gn__, _eby wzi__ cho_ jeden dla siebie.
- Trzy razy usi_owali wyszarpn__ z opo_czy kwiaty, lecz w _aden sposób nie mogli tego zrobi_,
- bo ilekro_ ju_ wydawa_o si_, _e trzymaj_ kwiat w d_oni, w tym samym momencie mieli wra_enie, _e kwiaty nie s_ prawdziwe tylko namalowane lub wyszyte na p_ótnie.
- Dopiero wtedy od_wierny pobieg_ do prze_o_onego kap_anów powiedzie_,
- _e Indianin, ten sam, który ju_ kilka razy by_, znów przyszed_ by porozmawia_ z ksi_dziem biskupem.
- S_uga Bo_y - us_yszawszy t_ wiadomo__ - przypomnia_ sobie, _e kaza_ przyj__ Indianinowi, ale ze znakiem, _e pos_any jest od Matki Bo_ej.
- Ciekawy tej próby, kaza_ go wpu_ci_.
- Juan Diego wszed_ i jak wcze_niej by_o, uk__k_ przed biskupem
- i jeszcze raz opowiedzia_ co widzia_, i co nakaza_a mu Pani Niebieska.
- Rzek_: "Ksi__e biskupie zrobi_em jak mi kaza_e_,
- poszed_em i powiedzia_em Niebieskiej Pani, _wi_tej Matce Bo_ej, _e prosisz o znak, by mi uwierzy_, by_ móg_ wybudowa_ _wi_tyni_ tam, gdzie tego pragnie Królowa Nieba.
- Powiedzia_em Jej te_, _e da_em s_owo wróci_ do ciebie, ksi__e biskupie ze znakiem od S_odkiej Panienki.
- Ona wys_ucha_a wszystkiego uwa_nie
- i dzisiaj - cho_ noc by_a jeszcze - nakaza_a mi i__ do ciebie,
- a kiedy upomnia_em si_ o znak,
- wys_a_a mnie na szczyt wzgórza Tepeyac tam, gdzie mi si_ ukaza_a i poleci_a zerwa_ rosn_ce tam cudne ró_e.
- Gdy je zerwa_em zanios_em Jej pokaza_,
- a Pani Niebieska dotkn__a ich swymi b_ogos_awionymi r_kami
- i w_o_y_a na powrót do mojej opo_czy,
- bym je tobie zaniós_ i tylko tobie odda_.
- Ja wiem, _e na tym wzgórzu nigdy nie ros_y kwiaty, tylko ciernie, osty, sucha trawa i kaktusy,
- ale gdy zrywa_em kwiaty miejsce to zdawa_o si_ by_ rajem!
- To s_ najpi_kniejsze kwiaty, jakie widzia_em w _yciu.
- Jasna Pani nieba tobie je teraz daje, aby_ uwierzy_, _e nie ode mnie pochodzi to, co ci przekaza_em;
- i wszystko co rzek_em jest prawd_.
- Zabierz je wi_c - s_ twoje!
- Juan Diego rozwin__ opo_cz_, w której przyniós_ ró_e,
- przepi_kne kwiaty rozsypa_y si_
- a na rozwini_tym p_ótnie ukaza_ si_ jak _ywy Wizerunek Matki Naj_wi_tszej otoczonej promieniami s_o_ca...
- Ten cudowny Wizerunek znajduje si_ obecnie w Jej _wi_tyni na wzgórzu Tepeyac zwanym tak_e Guadalupe.
- Kiedy ksi_dz biskup ujrza_ znak - upad_ na kolana a z nim wszyscy, którzy tam si_ znajdowali.
- Patrzyli niemi na nieopisany majestat Królowej Nieba z rado_ci_, czci_, uwielbieniem i strachem...
- Ksi_dz biskup zap_aka_ z _alem i korz_c si_ przed Matk_ Naj_wi_tsz_ b_aga_ o przebaczenie swej niewiary i niewykonania Jej woli.
- Potem wsta_ z kolan, z uwag_ zdj__ z Indianina p_ótno,
- na którym widnia_ Wizerunek Matki Bo_ej
- i zaniós_ drogi sercu znak do kaplicy pa_acowej.
- Juan Diego pozosta_ w siedzibie biskupa ca__ noc.
- Nast_pnego dnia prze_o_ony kap_anów rzek_: "Prowad_ nas do miejsca, gdzie wol_ Pani Niebieskiej ma stan__ Jej _wi_tynia".
- Towarzyszy_o im wielu ludzi gotowych natychmiast do pracy przy budowie.
- Juan Diego zaprowadzi_ wszystkich do wzgórza na miejsce. gdzie ukazywa_a mu si_ Pani nieba, a potem poprosi_ biskupa, by pozwoli_ mu odej__ do domu.
- Chcia_ zobaczy_ swego wuja Jana Bernardyna, którego zostawi_ w domu umieraj_cego, ale zanim poszed_ ze znakiem do biskupa, Jasna Panienka zapewni_a go, _e wuj jest zdrów.
- Odszed_ Juan Diego, lecz nie sam - towarzyszy_ mu ca_y t_um.
- Kiedy dotarli do india_skiej chaty, wuj Juan Diego by_ ca_kowicie zdrów, nic go nie bola_o.
- Jan Bernardyn zdziwi_ si_, _e bratanek wróci_ w tak zaszczytnym towarzystwie
- i zapyta_, dlaczego taki t_um z nim przyszed_?
- Juan Diego opowiedzia_ wszystko od momentu, gdy zostawiaj_c wuja umieraj_cego wyszed_ po kap_ana i gdy Pani Niebieska zauwa_y_a go omijaj_cego Tepeyac,
- a zawróciwszy go z drogi da_a mu znak dla biskupa i wys_a_a do Meksyku.
- A gdy si_ Jej zwierzy_ i opowiedzia_ o chorobie wuja, Jasna Pani zapewni_a, _e wuj czuje si_ dobrze i jest zdrowy.
- Jan Bernardyn ze _zami w oczach potwierdzi_, _e to prawda - dok_adnie wtedy
- ukaza_a mu si_ cudna Pani
- i powiedzia_a, _e Juan Diego poszed_ do ksi_dza biskupa z Jej znakiem i przes_aniem,
- i _e tym razem na pewno mu uwierzy.
- Potem cudownie go uzdrowi_a,
- a _egnaj_c si_ powiedzia_a, _e Ona jest Naj_wi_tsz_ Dziewic_, Mari_ z Guadalupe.
- Kap_ani i pomocnicy zabrali Jana Bernardyna do pa_acu biskupa, by w obecno_ci s_ugi Bo_ego z_o_y_ _wiadectwo.
- Razem z Juan Diego go_cili w pa_acu kilka dni.
- _yczeniu Jasnej Pani sta_o si_ zado__! Na wzgórzu Tepeyac, gdzie ukaza_a si_ swemu ubogiemu synowi zbudowano _wi_tyni_.
- Gdy ju_ by_a gotowa, ksi_dz biskup przeniós_ cudowny Wizerunek Niebieskiej Królowej do Jej _wi_tego Domu.
- Zabra_ J_ z pa_acu, by wszyscy mogli ogl_da_ i czci_ swoj_ Matk_, by zawsze mogli do Niej przychodzi_.
- W tym uroczystym dniu ca_e miasto przyby_o z_o_y_ pok_on swej Opiekunce.
- Przyszli J_ zobaczy_ i pozna_;
- przynie_li Jej sw_ rado__, swe troski i b_agania.
- Wszyscy na kolanach dzi_kowali za cudowny Wizerunek,
- którego _aden cz_owiek na ziemi nie namalowa_, lecz Matka sama podarowa_a swym dzieciom.
W chwili objawienia Juan Diego mia_ 57 lat. Mieszka_ ze swym wujem w wiosce Cuauhtitlan oddalonej od pa_acu biskupiego o 4 godziny drogi pieszo przez góry. By_ to czas pocz_tków wiary i pracy misjonarzy Franciszkanów. Praktykuj_cych katolików by_o tak niewielu, _e po ka_dej Mszy _wi_tej i wys_uchaniu nauki kap_anów zapisywali si_ na list_. Juan Diego by_ z plemienia Azteków; ich j_zykiem rodzinnym by_ nahuatl i w tym j_zyku przemawia_a do niego Matka Bo_a. Aztekowie byli _ci_le zwi_zani z natur_. Matka Bo_a ukazuje si_ poprzedzona _piewem ptaków, a Jaj znakiem s_ kwiaty - ró_e kastylijskie, które pozosta_y uwiecznione na Cudownym Wizerunku u Jej stóp. Do dzi_ nie zosta_o wyja_nione znaczenie s_owa "Guadalupe". Poniewa_ w j. nahuatl nie istnieje spó_g_oska "g", w orginale brzmi: "Cuahtlapcupeuh", co w t_umaczeniu na j. hiszpa_ski znaczy: "Ta, która przyby_a ze _wiat_a i muzyki jak ognisty orze_". Natomiast wg t_umacze_ arabskich " Guadalupe" oznacza "Rzeka mi_o_ci".